• Klub dziecięcy Balonik
  • Punkt przedszkolny Balonik

© 2023 by Art School. Proudly created with Wix.com

May 18, 2018

February 26, 2018

Please reload

Ostatnie posty

W poszukiwaniu przestrzeni do zabawy i wypoczynku.

October 14, 2019

1/5
Please reload

Wyróżnione posty

Jak działać, gdy Twoje dziecko ma problem z rozstaniem i aklimatyzacją w żłobku, czyli balonikowe sposoby na trudne przypadki.

October 17, 2017

Mariusz.

 

Mariuszek był wyjątkowo wrażliwym chłopcem. Uczęszczał do Balonika w czasach gdy żłobek mieścił się jeszcze w moim prywatnym mieszkaniu. Chłopiec miał niespełna dwa latka i bardzo źle znosił rozstanie z rodzicami. Nie potrafił nawiązać relacji z dziećmi, bał się nieznanego środowiska, nowych pomieszczeń i osób. Dosłownie z przerażeniem w oczach żegnał się z mamą, tak jakby już nigdy miał jej nie zobaczyć. Bardzo trudne przeżycie dla dziecka, rodziców, ale również dla mnie jako opiekunki.

Pewnego dnia wpadłam na pomysł, że będziemy razem z Maćkiem, każdego dnia czekać na mamę. Przygotowałam mu krzesełko i stolik w przedpokoju, blisko drzwi, tak by mógł obserwować drzwi i widzieć wchodzące i wychodzące osoby. Przy stoliku siedział, jadł, bawił się, na początku sam, potem z kolegami. Każdego dnia urządzaliśmy z dziećmi zabawy właśnie w przedpokoju, tak by Maciek mógł w nich swobodnie uczestniczyć, nie zmieniając i nie naruszając swojej strefy komfortu. W pierwszych tygodniach chłopczyk siedział blisko drzwi wejściowych, ale z każdym mijającym dniem przesuwał swoje krzesełko bliżej sali zabaw, gdzie bawiły się pozostałe dzieci. Sam decydował kiedy i o ile przesunie krzesełko, kiedy ewentualnie wejdzie do pokoju i kiedy z niego wyjdzie. Czasami wracał do punktu wyjścia, a czasami spędzał kilka godzin na wspólnych zabawach z pozostałymi podopiecznymi. Najważniejsze było, że już nie płakał, że przerażenie zniknęło z jego oczu, że powolutku ufał i oswajał bardzo trudną dla siebie sytuację, we własnym tempie i zgodnie z własnymi potrzebami.

Po wielu miesiącach krzesełko nadal stało w przedpokoju, ale Mariusz zdecydowanie większą część czasu spędzał już na wspólnych figlach i zabawach z koleżankami i kolegami.

 

Sebastian.

 

Sebastian trafił do Balonika jako ośmiomiesięczny bobas.  Był bardzo mocno zwiany z mamą i każde rozstanie było dla niego traumatycznym przeżyciem. Najwięcej problemów pojawiało się w momencie wychodzenia z domu i w drodze do żłobka. Taka sytuacja przeciągała się w nieskończoność, dlatego zaproponowałam rodzicom pewne rozwiązanie. Jedna z opiekunek, którą chłopczyk bardzo polubił, przychodziła rano do domu rodziców. Tam zaczynała bawić się z chłopcem, a mama spokojnie szykowała się do pracy. Mama wychodziła z domu, a po chwili opiekunka ubierała Sebastianka i bez problemowo przyprowadzała do placówki. Po pewnym czasie chłopiec na tyle oswoił się z opiekunką i z nowym miejscem, że proces przychodzenia po niego do domu można było zakończyć.

 

Tamarka.

 

Tamara podobnie jak Patryk rozpoczęła swoją przygodę z naszym klubem dziecięcym w wieku ośmiu miesięcy. Jak się domyślacie podobnie jak chłopcy strasznie płakała i nie można było jej w żaden sposób uspokoić. Płakała kilka godzin dziennie, tak długo jak była w placówce. Zaobserwowałam, że jedyny moment, kiedy dziewczynka uspokaja się i przestaje płakać, to spacer. W tym czasie współpracowała z nami młoda wolontariuszka, której zleciłam jedno ważne zadanie – długie spacery z Tamarką. Spacerowanie pozwalało dziecku odpocząć, zrelaksować się, często też zasnąć.  Po wielu miesiącach adaptacji Tamara poczuła się w Baloniku na tyle komfortowo, że mogła już przebywać z dziećmi i uczestniczyć we wszystkich proponowanych zajęciach.

 

 

Iwonka.

 

Jak się domyślacie i dla tej dziewczynki proces adaptacji był bardzo trudny. Płakała tak przeraźliwie, że często płacz kończył się wymiotami. Wykończone dziecko zasypiało wtulone w opiekunkę i tak trwało do końca dnia. Strach przed placówką był tak wielki, że  już na wejściu Iwonka zanosiła się płaczem i zaraz po rozstaniu z mamą wymiotowała. Postanowiłyśmy, że będziemy dziewczynkę odbierać gdzieś na dworze, tak by rozstania z mamą nie kojarzyła ze żłobkiem. W żłobku mama miała ją odbierać. I tak przez kilka tygodni opiekunka wyruszała w umówione miejsce, odbierała od mamy córkę i spacerowała z nią przez dłuższą chwilę, a następnie przychodziły razem do żłobka. Po pewnym czasie Iwonka na tyle polubiła nowe miejsce, że można było proces zakończyć.

 

 

Adaś.

 

Moim zdaniem najbardziej właściwym procesem oswajania dziecka z placówką jest przykład Adasia. Sytuacja w procesie adaptacji była na tyle trudna, że gotowa byłam poddać się i stwierdzić, że dziecko nie da rady. Wtedy właśnie z rodzicami ustaliliśmy, że damy Adasiowi czas na samodzielne podjecie decyzji o rozstaniu. Każdego dnia do Balonika wraz z synem przychodził tata. Siadał sobie z dzieckiem na dywanie i tak sobie siedzieli bawiąc się zabawkami. Początkowo Adaś kurczowo trzymał się taty, nie opuszczał go na krok. Z każdym dniem nabierał jednak zaufania i powolutku oddalał się od rodzica. Podchodził do opiekunek, pozwalał wziąć się na ręce, bawił się wśród dzieci. Po kilku tygodniach tata przestał wchodzić na salę, zostawał na ławeczce w szatni, a Adaś bawił się z dziećmi i od czasu do czasu zaglądał czy tata jest na swoim miejscu, aż do momentu gdy zupełnie o obecności taty zapomniał. Tata mógł zostawić syna w żłobku i swobodnie wrócić do pracy, będąc spokojnym, że Adaś zaakceptował nową sytuację.

 

 

Opisałam  kilka najtrudniejszych przypadków adaptacji dzieci w naszym klubie dziecięcym.

Z reguły nie jest tak ciężko, ale warto przygotować się na płacz, trudniejsze momenty, czasami dziwnie prośby opiekunek. Na przykład bardzo często prosimy rodziców o przywiezienie do żłobka wózka. Dziecko siedzi sobie w swoim własnym wózeczku i powolutku  ze swojego wózkowego świata decyduje się zejść do świata na dywanie. Często wchodzi i wychodzi z wózka kilkadziesiąt razy w ciągu dnia. Czasami wcale nie chce opuścić miejsca, które kojarzy z domem. Jeździmy wtedy z wózkiem po całym Baloniku, nawet do jadalni na posiłki. Po pewnym czasie okresy poza wózkowe wydłużają się, aż do momentu, gdy wózek przestaje być już potrzebny.  

W procesie adaptacji dzieci w placówce niezastąpione są jednak ramiona opiekunek, czyli noszenie, bujanie i ciągłe przytulanie.

 

Pewnego dnia jedna z mam powiedziała, że gdy wraca do domu czuje na swoim dziecku zapach opiekunki, i czuje się z tego powodu bardzo szczęśliwa, bo ma wtedy pewność, że jej maluszek był noszony i przytulany tyle ile potrzebował.

 

 

Kochane mamy życzę Wam spokojnych i prostych adaptacji i przestrzegam, że w Baloniku przychodzi taki moment, gdy Wasza pociecha nie ma ochoty opuszczać naszego żłobka czy przedszkola.

To jest dopiero frustrująca sytuacja.

 

 

Share on Facebook
Share on Twitter
Please reload

Podążaj za nami